niedziela, 15 marca 2015

Loot

Witajcie audycie,

Podzielę się z Wami moimi małymi pasjami. Głównie przez zdjęcia bo jak wiemy jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc słów, czyli jest łatwiejszy w odbiorze i pozwala mi nie męczyć się tyle z tekstem, żeby wyglądało, że dużo i praca i w ogóle. A, siłą rzeczy będą polecenia, bo znakomita część zaprezentowanego dobytku jest ręcznie wykonana, tu niedaleko, w Polsce.

Zacznijmy od wisiorka. Zwyczajowo stronię od ozdób, nawet perfum nie noszę. Bo po co? Jakkolwiek sprawiłem sobie taki. Potrzeba była quasi-duchowa. Będąc rodzimowiercą wyznania welesowego czułem potrzebę posiadania stałego odnośnika to tej sfery świata, którą Weles reprezentuje: świat zwierząt, świat śmierci, tajemnica, mądrość itd. Mam wielką awersję do powszechnych symboli, bo zdarzają się tendencję konserwujące je jako jedyny prawidłowy zestaw opisywania domen. Jedynie okrąg mnie nie odstręcza, ponieważ w nim i na zewnątrz niego może zawrzeć się wszystko co aktualnie jest potrzebne. Prędzej niż pieniądze na srebrny okrąg znalazłem kasę na to( to z czego cieszę się, żeby nie było że nie): 
rogowy grot strzały. Dla mnie zawiera się w nim wszystko czego aktualnie potrzebuję. Przypomina stworzenie z rogami, więc Weles. Rogowe, więc Weles. Ręcznie wykonane, czyli tajemnica, bo za cholerę nie posiadam umiejętności do zrobienia podobnej rzeczy, więc Weles. Róg odpadł, czyli przemijanie, śmierć, Weles.
I tu będzie pierwsze polecenie. Dla wszystkich zainteresowanych wyrobami z rogu, które są jak najbardziej vege: https://www.facebook.com/dawid.karasiewicz.5 Jak pisałem, ręczna robota a warta docenienia, bo materiał niewdzięczny.








Druga prezentacja to mój śliczniutki zestawik do herbatki. Ostatnio jaram się dobrą herbatą, aspektami rytualnymi w piciu herbaty a co za tym idzie akcesoriami. To paczajcie:


  
 To mój hohin:) Wyczesana nazwa na  czajniczek, nie? Takie małe to to ma ok. 200 ml pojemności, akurat żeby zaparzyć herbaty na dwie czarki. Nie ma ucha, żeby go chwycić, ale wydaje mi się to odpowiednie. Minimalizm i w ogóle. Lubie minimalizm. Przykrywkę ma, będzie widoczna niżej. To dzięki niej da się ładnie go chwycić i nalać herbaty.

 Tu cały zestaw:) Dwie czarki, hohin i miseczka na słodycze. Do herbaty dobrze mieć coś słodkiego. Się sobie siorbie i można złamać smak ziela czymś o bardziej zwartym aromacie.
Tutaj bezy do zielonej herbaty. Najpierw wrzuciłem je, żeby się ładnie komponowały ale muszę przyznać, że na mój gust świetnie pasowały, ten jajeczny aromat był ekstra.

 Moje czarki:) Dwie śliczności, którym więcej zdjęć zrobię kiedy indziej. Ale tak poza tym to picie z czarek jest w mojej ocenie świetne. Mają niewielką pojemność, więc żeby spotkanie trwało dłużej pije się mniej, można się skupić na docenieniu smaku naparu a do tego jeśli naczynie jest estetyczne(jak moje:)), można kontemplować zdobienia. Polecam picie z czarek.
Polecam też człowieka, który to wszystko mi zrobił. Tworzy rewelacyjną ceramikę i jeśli mieszkacie w Krakowie, będziecie mogli bez problemu odebrać ewentualnie zamówione naczynia: Kołem Się Toczy.






Ostatnią rzeczą na dziś jest narzędzie, którego chcę używać jak mnie trzepnie w inny wymiar. Tak, noszę w sobie taką nadzieję niezmiennie odkąd odkryłem jak niewolny jest ten świat.

Mieczeł:) W dodatku chiński typ: jian:) Prosty, obosieczny, jednoręczny, śliczny. Co prawda obicie pochwy i rękojeści to tapeta ale można to wymienić, więc szkody takie jak ślizgające się dłonie zostaną wyeliminowane. No i kawałek pieseła widzicie. To Kłopot. O nim będę snuł opowieści w przyszłości.
 Zupełnie nie znam pochodzenia miecza, czy Kłopota. Poza tym, że jeden jest z Chin, drugi z Warszawy. Przez to nie mogę wiedzieć czy stal miecza przeznaczona jest do walki, coś mi się jednak zdaje, że tak, że owszem. Brzeszczot jest sztywny ale nie na tyle, żeby był kruchy. Waga dobija do 1,2 kg. Wyważenie zdaje się być zgodne ze słowami eksperta, czyli na punkt 1/3 długości miecza od końca rękojeści.
 Krawędź tnąca jest wyprowadzona ale nie zatępiona. Zbrocze nie jest jakoś szczególnie zaznaczone. Widać trochę niedoskonałości, które dla mnie wskazują na to, że rzecz była kuta.
Wyważenie w takiej proporcji jak opisałem jest dość dalekie, wydaje mi się, że podobne szablowemu. Trzeba się do takiego przyzwyczaić, za to można mieć nadzieję, że cięcie będzie przełamujące.



 Zdobienia jakie możecie zauważyć są smoczkowe:) Dość prymitywnie żłobione długie jaszczurki i chiński znak na smoka nie pozostawiają złudzeń. Generalnie bardzo mi pasuje ten styl. Smok przez gadzie powinowactwo jest związany ze sferą chtoniczną, vide Weles. dodatkowo mieczyk jest zielony a farba miedziana a'la złota:) Ciekawym dodatkiem jest 7 miedzianych pinów przechodzących na wylot przez głownię.


Jest też drugi miecz do kompletu, też w takiej zielonej oprawie, ale nie jest mój. Należy to mojej miłej.

W kolejnym odcinku: jak niemoralnie zostać wegetarianinem albo zacząć ograniczać mięso i kilka propozycji wegetariańskich potrawów.

Au revoir!
 Bogumił